Ćwiczyć systematycznie jest trudno.

Wiem, że aby osiągnąć sukces trzeba być konsekwentnym w działaniu. Założenia są w porządku. Przygotowany plan działania również . I można by powiedzieć  co z tego skoro życie lubi pisać swoje scenariusze. Od ostatniego biegania minęło bez mała 1,5 tygodnia. Szczerze mówiąc czas ten przeleciał jak z bicza strzelił. Wprawdzie raz udało mi się dotrzeć na basen ale zamiast dobrze sobie popływać dostałem „lenia” i większość czasu przesiedziałem w „bąbelkach”. Na plus jest za to wizyta u osoby zajmującej się poprawnym odżywianiem. Dietoterapeutka, naturoterapeutka i terapeutka Naturalnej Medycyny Chińskiej mocno mi namieszała w moim dość tradycyjnie polskim podejściu do sposobu odżywania. Naprawdę ciekawe rzeczy się dowiedziałem i zacząłem stosować od razu. Myślę, że w jednym z następnych wpisów poświęcę kilka zdań na opisanie przynajmniej części tych wskazówek.

W każdym razie, dzisiaj nareszcie udało mi się ubrać buty i ruszyć w trasę. Na początku czułem się trochę dziwnie – ja, pusta droga i szumiące pole kukurydzy.

ja-i-kukurydza

Potem moja trasa była taka sama jak ostatnio. Tyle, iż dzisiaj było jasno, żadne noce bieganie. Widoczki poniżej:

trasa-do-biegania

Co dzisiaj planowałem? Przede wszystkim na spokojnie przebiec sobie całą trasę. W miarę możliwości bez przystanków. Aby powoli znaleźć swój rytm w biegu. Wyrównać oddech, opanować rytm pracy rąk i nóg. A nie jak trzęsąca się bryła galarety z rękami i ciągnącymi nogami. O dziwo, dzisiaj załapałem jakiś swój rytm. Strasznie ciężko mi się nadal oddychało ale poczułam, że ruchy kończyn są jakoś bardziej zgrane i pasują do rytmu oddechu. Tak mi się dobrze truchtało, że postanowiłem nawet wydłużyć trasę i dobiec do następnego drzewa (są dla mnie znakami rozpoznawczymi na tym odcinku). Oczywiście nie przesadzałem bo cały czas mam w głowie, że biegnie się w dwie strony i trzeba jeszcze wrócić he he he… Ale to fajne odczucie jak już widać jakikolwiek postęp w tym co chcemy robić. W tym wypadku biegać. Ostateczny wynik wyszedł też całkiem fajnie jak na ten moment mojej ewolucji biegacza.

rezultat-15-10

Najdłuższy jak do tej pory przebiegnięty odcinek i bardzo fajny czas na jeden kilometr. Byłoby nawet trochę więcej metrów i trochę mniej sekund ale jakieś 400 metrów od domu sąsiad mnie zawołał i zapytał jak tam bieganie. Nie wypadało nie odpowiedzieć a jak już się zatrzymałem to uznałem, że nie ma sensu mierzyć w sposób ciągły i zatrzymałem RunKeepera

Przy okazji tego biegania przyszła mi też jeszcze refleksja na temat stroju do biegania ale podzielę się nią jak trochę sobie to „przetrawię”.  A dzisiaj..

Ćwiczyć systematycznie jest trudno. Warto jednak pracować i podążać w kierunku, który wybraliśmy sobie sami.